Spotkał ją jednej z tych gwieździstych nocy, kiedy marzenia zdają się spełniać w każdym pojedynczym uśmiechu przypadkowych ludzi. Siedziała na ławce, tak po prostu, pośród zimnego, jesiennego wiatru, smutna i przygnębiona, wyschnięta jak zszarzałe liście. Szukała swojej gwiazdy, uparcie jej wypatrywała, lecz ona już chyba dawno zgasła. …A może nie?
Pomógł jej. Pożyczył jej swoje skrzydła. Bezterminowo. Właściwie to oddał. Już na zawsze. Cierpliwie uczył ją latać, choć sam spadał coraz niżej. Odleciała do swojego Anioła.
A On? Został na ziemi, rozszarpywany przez cierpienie, z pogłębiającymi się z dnia na dzień ranami. Nie czuł jednak nic oprócz bezgranicznego ciepła, które nosił głęboko w sercu. Ciepło miłości. Bo czy możliwe jest zapomnieć o tym uczuciu? Delikatne słowa dochodzące z jego duszy, szepczące czule sekrety, przedzierające się przez wszechobecne cierpienie miały wartość większą niż jakiekolwiek ziemskie dobro po które mógłby sięgnąć w zamian za oddanie tej Miłości.
Tylko to mu pozostało. Całą resztę stracił. Całe swoje życie. Swoje marzenie o które walczył całymi latami wciąż odbijało się echem w jego głowie. Wiedział, że kiedyś to nastąpi, ale nie spodziewał się tak szybkiego końca. Zbyt szybkiego.
Wciąż był przecież młody. Czasami, siedząc i wpatrując się w niebo myślał z płonną nadzieją, że może zacząć jeszcze raz. Od początku. Jednak coś zawsze strącało go na ziemie, nabijając kolejne bolesne sińce. On już nie miał prawa do szczęścia. Wykorzystał wszystko zbyt szybko, za bardzo zatracił się w czymś nierealnym. Płacił za to teraz wysoką cenę. Snuł się po ziemi, zapomniany i samotny, niczym bezimienna zjawa, szukająca ukojenia.
***
(Fragment jednoczęściówki, 2007)
Filled under: Opowiadania