Są chwile w życiu człowieka, które zmieniają go i jego podejście do życia. Zbieg okoliczności, sploty następujących po sobie przypadków - lub, jeżeli wierzyć w „przeznaczenie” naturalne losy każdego człowieka, sytuacje z góry zaplanowane, mające znamienny wpływ na osobowość.
Taką sytuacją może być spotkanie człowieka, przeczytanie jednego zdania, rozmowa czy też zwykły spacer, podczas którego nasze myśli sprowadzają nas na pewną ścieżkę, którą postanawiamy iść do końca życia. To również może być obejrzenie filmu czy przeczytanie książki.
Są wciąż wakacje, a ja dzięki odizolowaniu od pewnego światka, społeczności, mogłam spojrzeć na wszystko, co robiłam, jak się zachowywałam z dystansem. Mogłam poznać nowych ludzi, ludzi, którzy w niczym nie przypominają tych, których wcześniej poznawałam. Miałam czas na to „filozoficzne dumanie” przyglądając się gwiazdom czy też zachodowi słońca. W ciągu ostatnich kilku dni zmieniłam się i zrozumiałam więcej niż przez ostatnie 2 lata.
Zrozumiałam, że oddycham. Oddychając mogę żyć. Żyjąc mogę iść na przód. Otwiera się przede mną cały wachlarz możliwości. Mogę kochać, pracować, śmiać się. Mogę walczyć o siebie, swój charakter, mogę szukać życiowej ścieżki, dążyć do celów, po czym tworzyć kolejne i kolejne. Każdy dzień przynosi coś nowego, ale tylko dlatego, że oddycham. Nie doceniamy tego jak wiele nam to daje. Na dodatek jesteśmy tak uprzywilejowani, że mamy siłę w rękach, otwarty umysł, inteligencję. Dlaczego więc tego nie wykorzystujemy?
Ponieważ mamy jeszcze czas?
Bzdura. Mnie - piętnastolatce - nie wypada mówić o upływającym, przeciekającym przez palce czasie, jednak mimo to odważę się na kilka spostrzeżeń i sugestii.
Od lat już zauważam jak czas płynie. A płynie szybko, zdawałoby się zdecydowanie szybciej niż kiedyś. Nawet się nie obejrzymy, a usiądziemy w fotelu na pierwszym dniu emerytury. Przesadzam? Chyba nie.
Każda sekunda naszego życia mija nieubłaganie, a my pozwalamy przeminąć jej bez echa. Mam tutaj na myśli zwykłe lenistwo, które często burzy nam wszelakie plany.
Kiedyś usłyszałam „Masz czas. Ciesz się dniem dzisiejszym, a nie myśl o przyszłości.”
Wtedy zaczęłam zaprzeczać, kłócić się, że muszę myśleć o przyszłości.
Dziś jedynie miałabym wątpliwości tylko do pierwszej części wypowiedzi. Czas miałam, ale z moim dotychczasowym podejściem de facto tego czasu nie miałam Ja tylko świat ogółem. Ten czas nie był Moim czasem. Nie wykorzystałam go tak jak Ja powinnam.
”…a nie myśl o przyszłości”. Nie możemy tylko o niej myśleć. Musimy ją tworzyć. A wysiłek się opłaci - wierze w to. Pytanie tylko czy mamy w sobie tyle siły, żeby stworzyć to, o czym marzymy, tyle siły, aby zmierzyć się z każdą przeciwnością losu nie zapominając, że wciąż oddychamy.
Filled under: Life
Wewnętrzne wyciszenie jest nam potrzebne…
Dziękuję za Twoje słowa :*
wspaniała notka.
i jak zwykle zgadzam sie z Tobą w każdym zdaniu w niej zawartym.
Życie jest za krótkie żeby marnować czas na bezsensowne rzeczy. Trzeba wykorzystywać każdą chwilę, bo właśnie jedna z nich może mieć kluczowe znaczenie dla naszej przyszłości. i nie ważne co mówią inni. należy robić to, co samemu uważa się za słuszne.
o.
dziękuję że wpadłaś do mnie na bloga. już pędzę na Twojego photobloga i Deviantarta.
pozdrawiam :*
Czasami po prostu nie da się wykorzystać danego nam czasu, tak, jakby się tego chciało, chociaż wizja wykorzystania go jak najlepiej jest niezwykle obiecująca i optymistyczna, to jednak nie zawsze możliwa.
Tak, wiem - pesymistka.
No, ale i tak nie taka wielka jak zwykle, bo naładowana pozytywną energią
I szkoda, że się nie spotkałyśmy, ale jak tylko będziesz miała wolną chwilę, to daj znać
Ja niestety nie miałam czasu na rozmyślania, a nawet jeśli miałam, to nie chciałam go w pełni wykorzystać. Nie lubię tego.
I może to mój duży błąd.
nowiutka notka.
zapraszam serdecznie.
P.S: co tam słychać?