Słyszę często, że Jackson sam zafundował sobie śmierć. To prawda, po części. Ale przede wszystkim, z mojego zupełnie subiektywnego punktu widzenia, śmierć zafundowali mu ludzie go otaczający, którzy nie byli wstanie zapewnić mu wystarczającego wsparcia. Sława, niewyobrażalnie ogromna niesie za sobą niewyobrażalne problemy, presję i stres. Od 5 roku życia występował, odebrane mu zostało dzieciństwo, więc nawet nie zasmakował normalnego życia. Jak więc mógł sam poradzić sobie z tym wszystkim, jeśli nie wiedział do czego ma dążyć? Jak powinno wyglądać jego życie? Niestety, teraz nic już się nie zmieni. Nie przypomni po raz ostatni, że oprócz problemów, ekscentryzmu, w jego życiu była muzyka. Muzyka, która nie była “medialną papką”, ale czymś więcej. “Heal the world, make it a better place, for you and for me and the entire human race”
Kiedy patrzyłam kilka miesięcy temu na liczne zdjęcia, w jego oczach widziałam, że to dobry człowiek. I takiego go zapamiętam, o takim Michaelu będę opowiadać swoim dzieciom.
Filled under: Life
A successful blog needs unique, useful content that interests the readers