Przy radosnych rytmach “Everything” Michaela Buble, “Tell her” czy “We can go anywhere” Jessy’ego McCartneya poraz kolejny wyruszam w podróż do Klimka. Znowu po 4 dniach będę totalnie zmęczona . Do tego stopnia iż gdy po powrocie do domu przestane intensywnie ćwiczyć umrę z bólu dokładnie tak samo jak za ostatnim razem.
Ale od czego są wakacje?
No napewno nie po to, żeby chodzić na pogrzeby. Ale ja zawsze byłam inna…
[*]
Napisałabym coś. Może, że żałuję, że chciałabym cofnąć czas i inaczej go wykorzystać. Postarać się. Może, że powstrzymywałam łzy, bo przecież mi nie wolno, nie chcę. A może, że tak naprawdę to dotknęło mnie to, nie ze względu na Jej śmierć, ale na Śmierć jako taką, która po raz pierwszy był tak blisko mnie, ściskając za serce.
Ale zostawmy to za sobą. Rozdział zamknięty, wnioski wyciągnięte.
Tak więc żegnam was wyruszając na podbój morza. Tak wiem, dosyć małego. Malutkiego. Tyciego.
No ok, jadę w góry i będe miała tam jedynie basen. Ale za to jaki 
So See You :*
***
Prawdziwie piracki cytat wprost z mojego domu.
“-Zapłać za nią!
- Zapłaciłem.
- Tak?
- Osobiście ją ukradłem.”
Proszę nie wyciągać pochopnych wniosków, bo tak naprawdę nic nie jest takie na jakie wygląda.
Filled under: Life