confession. [Wyznaję prawdę]

Zabieram się i zabieram, ale zabrać nie mogę. A czas najwyższy, już chyba jestem na to gotowa. 

Jestem wegetarianką. 


 

Ach, pamiętam jak mój tato użył tego słowa pół roku temu, w restauracji zwracając się do kelnera “Moja córka jest wegetarianką, co może u Państwa zjeść?”. Pamiętam jak nieswojo się wtedy poczułam. Ja? Wegetarianką? 
Całe życie powtarzałam jak mantrę “Obiad bez mięsa to nie obiad”, a chęć na mięso była na równi z chęcią na czekoladę. 

I oto jestem, wegetarianka jak się patrzy. Szczęśliwa i zadowolona ze swoich wyborów. ALE! Zacznijmy od początku.

Jak to się stało, że przestałam jeść mięso? 

Ano prosto się stało. Zaczęłam rozumieć, jak świadomy człowiek, że to co właśnie kroję, żeby zrobić sobie obiad, to jeszcze kilka dni temu było żywe, świadome zwierzę, które wcześniej, nie znając świata doznało wielu cierpień. Ot, taki wniosek. 

Po prostu przestałam traktować wołowinę jak wołowinę, a zaczęłam rozumieć, że to jest część ciała. Nie mojego, nie Twojego, ale jednak ciała – ciała w którym biło serce, które odczuwało dotyk, oddychało, odczuwało emocje – na innym poziomie niż my, może mniej świadomie, ale czy to znaczy, że gorzej? 

Często słyszę “Nie wyobrażam sobie diety bez mięsa”.

A ja na to: Też sobie tego nie wyobrażałam! No bo po co? W naszym społeczeństwie, szczególnie w Polsce, mamy niezwykle niską świadomość ekologiczną. A do tego dochodzi ten irytujący sposób myślenia “jak ja zacznę robić inaczej, to to nic nie zmieni. ” Tak jak z wyborami “Nie idę na wybory, bo mój głos i tak nic nie zmieni”. No i efekty jakie są, każdy widzi – frekwencja marna, maruderów za to dużo. 

Nie zastanawiamy się nad wyborami żywieniowymi. Gdzie tam myśleć o ekologii, skoro przeciętny polak nawet nie myśli o tym czy to co pakuje do swojego ciała jest dla niego dobre, czy jednak powoli, z własnej woli, się wykańcza. 
Tłuste mięsko, ziemniaki, no, od święta może jakieś warzywko. 

Tak wiem, zmienia się to. Ale zmienia się wolno, a jak już ktoś przejdzie na dietę to jest dumny, że je grillowanego kurczaka z warzywami. I tak w kółko. A ten kurczak, oprócz tego, że niezdrowy (nafaszerowany świństwami, że nawet szkoda o tym pisać) to jeszcze niepotrzebny w takich ilościach w jakich go spożywamy. 

Ludzie spożywają 5 razy więcej mięsa niż 50 lat temu. Jeszcze w 1961 roku mieszkańcy Ziemi zjadali go ok. 71 mln ton.
W 1990 roku było to już 179 mln ton, w 2001 – 238 mln, dziś zbliżamy się do 350 mln, a w 2050 prawdopodobnie zbliżymy się do pół miliarda ton.
Przeciętny Niemiec zjada bowiem ok. 60 kilogramów mięsa rocznie, Polak – 74, a Argentyńczyk – 115. Czarne prognozy mówią o tym, że podczas gdy w krajach średniorozwiniętych konsumpcja wynosi ok. 50 kg mięsa na głowę, w połowie stulecia będzie to już 90 kg mięsa na głowę. [1]

A jak to się ma do środowiska? Bardzo źle. Polecam zapoznanie się z głośnym dokumentem Leonardo Dicaprio “Before the flood”, w którym aktor porusza temat wpływu hodowli przemysłowej na środowisko. 

Bardzo ważne są również statystyki, które jasno mówią o tym, że gdybyśmy nie zjadali, jak ja to lubię złośliwie mówić, zwłok innych istot, mielibyśmy problem głodu na świecie z głowy. No, a przynajmniej bylibyśmy znaczniej bliżej równowagi. 

Gdyby mieszkańcy tylko Stanów Zjednoczonych ograniczyli jedzenia mięsa o 10%, można byłoby wykarmić nim 100 mln ludzi rocznie, a tak ubija się hurtowo ponad 65 mld zwierząt rocznie.  [2]

Moglibyśmy wykarmić 100 milionów ludzi, ale w zamian za to ubijamy 65 miliardów zwierząt rocznie. I to tylko 10% różnicy, tylko w USA. A jeśli ktoś zapyta, jak? To już spieszę z wyjaśnieniem. Jesteśmy zbudowani głównie z wody, tak też działa nasza planeta, że wszystko tej wody potrzebuje. I tak, żeby wyprodukować 1kg mięsa kurzego (a więc, znów złośliwie dodam: zwłok zwierzęcych) potrzeba zużyć prawie 4000 litrów wody. 1kg świnki to już prawie 5000 litrów wody, a wołowiny – uwaga – między 14000 a nawet 20000 litrów wody, w zależności od miejsca w którym są hodowane. 
Na 1 kilogram! Czaisz? 

Musiałbyś cały rok stać pod prysznicem, żeby zużyć wodę potrzebną do wyprodukowania 1kg mięsa. Nice. 

Oczywiście brana jest tu pod uwagę nie tylko woda pitna, ale woda przeznaczona pod uprawy paszy dla zwierząt. No właśnie, dla porównania, aby uzyskać 1 kg pszenicy potrzeba 190 litrów wody. 

 

 

Człowiek jest stworzony do jedzenia mięsa.

Ewolucja to taka śmieszna rzecz, bo naprawdę wiele w nas zmienia. I to nie jest tak, że my już nie podlegamy jej prawom, bo nasz organizm wciąż przystosowuje się do zmieniającego się świata (choć lepiej napisać, do świata, który zmieniamy – bo to my jesteśmy głównym motorem zachodzących zmian – niestety złych zmian, bardzo złych). Kiedyś mięso nie było nam potrzebne, później bardziej, teraz jemy je, bo tak wyszło. Nie dlatego, że jest nam niezbędne, a już na pewno nie w takich ilościach. 

Pamiętajcie, że spożycie mięsa wzrosło niedawno, kilka, kilkanaście lat temu. To nie jest tak, że nasi przodkowie codziennie gnali do biedronki na promocję piersi kurczaka. Mięso było dodatkiem diety, nie jej głównym składnikiem. I gdyby tak pozostało, świat wyglądałby zupełnie inaczej. 

Dlatego kiedy z kimś rozmawiam, zawsze mówię “Nawet to, że ograniczysz jedzenie mięsa do 3 razy w tygodniu będzie się liczyć”. To w perspektywie długoterminowej naprawdę ocali kilka istnień – a jeśli to do Ciebie nie dociera, to ocali Ciebie. 

“Azotany używane do peklowania mięsa, a szczególnie powstające w trakcie obróbki termicznej nitrozoaminy przekształcają hemoglobinę w methemoglobinę, co powoduje zaburzenia w układzie krążenia u ludzi. Związki te przyczyniają się do powstawania chorób nowotworowych. Obróbka termiczna mięsa, szczególnie w wysokiej temperaturze sprzyja powstawaniu związków o działaniu kancerogennym, takich jak aminy heterocykliczne i wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne. Najwyższe koncentracje związków o działaniu kancerogennym wykrywane są w produktach mięsnych przypalonych w czasie smażenia lub pieczenia. ” [3]

Teraz pomyśl ile jest na świecie butów, torebek, kanap, tapicerek w samochodach. 

Sporo prawda? One nie są wyczarowane. Skądś się biorą. Wszystkie wyroby skórzane, skórzane kurtki, buty, meble i inne to jest część ciała, nie Twojego, nie mojego, ale czyjegoś ciała. W znaczącej ilości przypadków odbierana w sposób … hm… z braku lepszego określenia nieludzki (chociaż jak pokazuje życie, bardzo ludzki). O! Barbarzyński, lepsze słowo – barbarzyński, sprawiający bardzo dużo cierpienia i bólu. 

Nie przekonuje Cię to? To pomyśl o swoim pupilu, którego głaszczesz – ktoś Ci go odbiera i zdziera z niego skórę. Wyobraź sobie strach w jego oczach, jego skowyt i ból. Mało przyjemne? Co roku podczas Yulin podobni jemu żywcem są obdzierani ze skóry lub paleni, a większość Koreańczyków wsuwa psy “produkowane” na mięso. Krowa, cielak, świnia czy sarna CZUJĄ tak samo jak York, Owczarek Niemiecki, Chihuahua czy kot rosyjski niebieski, albo twój ukochany chomik. Musimy zdać sobie z tego sprawę. Dlaczego jedne kochamy, a drugie nienawidzimy? 

Kurczaki zwieszone główkami w dół jadą powoli taśmociągiem w kierunku rynny z wodą pod napięciem elektrycznym. Jeśli nie zdążą odchylić głowy, prąd rzeczywiście je ogłuszy. Jednak pewnej części ptaków udaje się nie zamoczyć w tej kąpieli. Dalej czeka na nie automat z nożami do podcinania gardeł. Maszyna jak to maszyna – nie zawsze działa perfekcyjnie, zdarza się błąd w ustawieniu ostrzy. A to oznacza, że do kolejnego etapu – zanurzenia we wrzątku – jakiś procent kurczaków dojeżdża z pełną świadomością. Z badań amerykańskiego rządu wynika, że w USA rocznie może to być nawet cztery miliony ptaków. Przy ogłuszaniu byków i krów pracownik ubojni przykłada do głowy aparat bolcowy z bolcem (trzpieniem), który przy strzale ogłusza zwierzę, czyli pozbawia je świadomości w wyniku wstrząsu (może też zniszczyć mózg). W tym momencie doznania krowy się kończą, ale wystarczy minimalny brak precyzji i krowa tylko zraniona, a nie pozbawiona świadomości jest wieszana za tylne nogi do dalszej obróbki. Taśma jedzie dalej – trzeba przeciąć tętnice i spuścić 20 litrów krwi, po czym obedrzeć ze skóry. Zdarza się, że jeszcze na tym etapie krowa żyje.[4]

To jest codzienność. Codziennie, w każdej sekundzie giną miliony istnień po ty by później wylądować m.in. w koszu kiedy w sklepie “nie zjedzie”, albo Ty kupisz za dużo, albo się przeterminuje. Bo to tylko produkt. Nie ciało, nie życie – produkt. 

Do mnie ta argumentacja dociera, do innych nie. Każdy ma inny poziom wrażliwości, ale to nie znaczy, że ja tracę prawo do mówienia głośno o tym jak wygląda świat. Bo odpowiedz sobie szczerze na pytanie: ile razy zastanawiałeś/zastanawiałaś się jak wygląda świat poza twoją bańką mydlaną, w której w Biedronce jest zawsze pełna lodówka mięsa i to w dobrych cenach. Ile razy zastanawiałeś się na jaką skalę produkuje się mięso, w jakich warunkach trzymane są zwierzęta i ile cierpienia odczuwają przed śmiercią? Rzadko? To zobacz świat oczami świni w 60 sekund

 


A teraz, wbijmy sobie do głowy raz na zawsze

Nasze – jednostkowe – działania mają realny wpływ na sytuację społeczeństwa i naszego domu – planety Ziemi. 


Temat jest naprawdę obszerny, dlatego tak długo zbierałam się z napisaniem tego posta – ciężko wybrać to co najważniejsze, chyba zresztą jest to niemożliwe. Dlatego to nie ostatni raz kiedy rozpisuję się na temat ekologii i diety roślinnej (dla wszystkich wegan, którzy to czytają: o weganizmie też będzie, ale wszystko stopniowo 🙂 ). Może dzięki temu ktoś inny ograniczy lub zrezygnuje z jedzenia mięsa, kupowania wyrobów skórzanych (na temat skóry i futer obiecuję osobny wywód, bo aż mi się na usta – bądź też będąc w zgodzie z rzeczywistością – na klawiaturę ciśnie…!! ) tymczasem mam nadzieję, że zostawiłam was z chociaż małą refleksją na temat otaczającego nas świata. 

Jedno jest pewne: Wszyscy czujemy tak samo.

 

 

Dziękuję. 

źródła

[1][2]"Kiedy zaczniemy jeść mięso z probówki?", technowinki.onet.pl [8.08.12]
 [3] Władysław Migdał - Spożycie mięsa a choroby cywilizacyjne, ŻYWNOŚĆ. Nauka. Technologia. Jakość, 2007, 6 (55), 48 – 61

[4] "Jesteśmy zwierzętami", Marcin Kowalski, 

Comments (3)

  1. January 25, 2017 - 11:57 am Reply

    Argument ze staniem przez rok pod prysznicem, żeby przygotować content na 3 steki do mnie przemiawia. Bardziej niż akapit o cierpieniu zwierząt, bo nie uwierzę, że absolutnie wszystkie fermy kurze czy bydlęce są prowadzone przez takie ludzkie bydlęta. Korporacje odzieżowe czy technologiczne (łącznie z Apple) są wielokrotnie oskarżane o wykorzystywanie dzieci do pracy, aby oszczędzić kilka centów na produkcji. Czyli wszędzie jest tak samo, a nie wyobrażam sobie chodzenia w płóciennym worku, aby wyrazić sprzeciw. Tak jak wyrażam go, rezygnując z zakupu jajek, jeśli nie pochodzą z wolnego wybiegu.

    Dlatego dziękuję Ci za ten akapit o wodzie. Pisz dalej, bo dobrze to robisz.

    A szczególnie (tak złośliwie dodam), że gdybyś odpuściła złośliwości, to byłoby bardziej przekonująco 🙂

    • helena
      January 25, 2017 - 12:13 pm Reply

      Nikt na pewno zwierząt nie głaszcze w rzeźniach. 🙂 Ani nie zabija z modlitwą, jak w Avatarze. To są produkty i dodatkowe cierpienie nie jest problemem. Mogę wysłać materiały, które to potwierdzają. Polecam również artykuły ze źródeł, na których oparłam swój tekst.
      Temat jest taki, że do każdego dociera coś innego – do Ciebie kwestia wody, technikalia nazwijmy to, do mnie fakt, że zjada się świadomą istotę. Przekazuję to co wiem, w sposób dla mnie jedyny możliwy – jest to temat, w moim odczuciu, niezwykle emocjonalny i te emocje staram się przekazać. Do niektórych dociera naukowe podejście, do innych emocjonalne. Nie będę spłycać tego co czuję do faktów, bo nie byłby to wpis na blogu ale kolejny naukowy artykuł.

      Artykuł dotyczy diety i zjadania innych istot – przyznam szczerze, że muszę walczyć z argumentami “dzieci też są biedne, bite, wykorzystywane”. 1. Nie zaprzeczam, że są. 2. Istnieje też rasizm. 3. Homofobia 4. Żadne z powyższych nie jest tematem mojego wpisu.
      Dlatego nie mieszajmy tych spraw – każda z nich jest ważna i wymaga osobnego podejścia do tematu. Są osoby, którym ich wrażliwość każe zajmować się dziećmi, inni zaangażowani są w sprawy społeczności LGTB, inni pragną chronić dziedzictwo kulturowe. Nie można mieszać tych tematów, bo nic dobrego z tego nie wynika.

  2. Pingback: Rok stania pod prysznicem - Ludwik C. Siadlak

Leave a comment

Your email address will not be published.