[sg_popup id=1]

Zaczynając pisać ten post myślałam, aby wstawić tu list miłosny Ludwiga van Beethovena, Lewisa Carrolla albo Churchilla.  Po chwili zastanowienia (i jednej kawie) na szczęście się ocknęłam i zdałam sobie sprawę, że nie ma sensu cytować wielkich artystów, skoro tutaj przed sobą mam przykład niesamowicie pięknego i silnego uczucia.

Bo to prawda, Ludwik, Ania i ich miłość to coś wyjątkowego, szczególnie w dzisiejszych czasach.

Dodatkowo Ludwik, mój starszy brat, odkąd pamiętam był jedną z najważniejszych osób w moim życiu, za którą bez ani chwili zastanowienia skoczyłabym w ogień. Znam jego dobre i złe chwile, wiem z jakimi problemami zmagał się w swoim życiu, jakie sukcesy dają mu radość. Wiem, że kiedy byliśmy dziećmi, nawet wtedy gdy na jego drzwiach wisiał własnoręcznie przygotowany, czerwony napis “WSTĘP WZBRONIONY HELENIE“*, mogliśmy na siebie liczyć. I właśnie dlatego, że znam swojego brata i jego ogromną wartość jako człowieka, wiem że Ania, jest kobietą, która swoją dobrocią, wrażliwością i wielkim sercem zapewnia mu szczęście na jakie zasługuje i jakiego żadna inna kobieta nie byłaby wstanie zapewnić.

Pamiętam nasze pierwsze spotkanie, ale nie pamiętam, żeby kiedykolwiek Ania była kimś obcym  – tak, jakby pojawiła się i od razu zawładnęła naszymi sercami. Po prostu, któregoś razu się spotkałyśmy, a ja wiedziałam, że jeśli zostanie w naszym życiu na zawsze, wszyscy – nie tylko mój brat – będziemy szczęściarzami. I tak się stało, a sama nie wyobrażam sobie mojego brata z kimkolwiek innym, bo nikt nigdy, w moich oczach, nie był dla niego wystarczający dobry. Aż do dnia, w którym pojawiła się Ania. 🙂

Patrząc na ich miłość, jestem spokojna. Jestem spokojna o mojego ukochanego brata, jestem spokojna o moją rodzinę i jestem spokojna o ten świat. Bo widząc ich uczucie, wiem, że prawdziwa miłość – słodka, namiętna, niewinna, szalona – miłość z bajki wciąż istnieje i każdy może ją spotkać. Tak jak spotkali ją Ania i Ludwik.

To dopiero początek ich pięknego, wspólnego życia, a ja już nie mogę się doczekać co będzie dalej, bo będzie wspaniale, zobaczycie sami… 

 

 

Oboje są przekonani,
że połączyło ich uczucie nagłe.
Piękna jest taka pewność,
ale niepewność piękniejsza.

Sądzą, że skoro nie znali się wcześniej,
nic między nimi nigdy się nie działo.
A co na to ulice, schody, korytarze,
na których mogli sie od dawna mijać?

Chciałabym ich zapytać,
czy nie pamiętają-
może w dzwiach obrotowych
kiedyś twarzą w twarz?
jakieś "przepraszam" w ścisku?
głos "pomyłka" w słuchawce?
- ale znam ich odpowiedź.
Nie, nie pamiętają.

Bardzo by ich zdziwiło,
że od dłuższego już czasu
bawił sie nimi przypadek.

Jeszcze nie całkiem gotów
zamienić się dla nich w los,
zbiżał ich i oddalał,
zabiegał im drogę
i tłumiąc chichot
odskakiwał w bok.

Były znaki, sygnały,
cóż z tego, że nieczytelne.
Może trzy lata temu
albo w zeszły wtorek
pewien listek przefrunął
z ramienia na ramię?
Było coś zgubionego i podniesionego.
Kto wie, czy już nie piłka 
w zaroślach dzieciństwa?

Były klamki i dzwonki,
na których zawczasu
dotyk kładł się na dotyk.
Walizki obok siebie w przechowalni.
Był może pewnej nocy jednakowy sen,
natychmiast po zbudzeniu zamazany.

Każdy przecież początek
to tylko ciąg dalszy,
a księga zdarzeń
zawsze otwarta w połowie.

Wisława Szymborska

 

EDIT: Tak właśnie to wyglądało. 🙂 vlcsnap-2016-07-20-11h51m37s814-222

2 Replies to ““Bo każdy przecież początek to tylko ciąg dalszy, a Księga Zdarzeń zawsze otwarta w połowie””

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *