Długo zastanawiałam się gdzie w moim rodzinnym mieście można zrobić sesję zdjęciową. Aleje? Nie, tam nic nie ma. Przekopałam internet – opuszczone fabryki, domy, cokolwiek… Nic co znalazłam nie wzbudziło mojego zainteresowania. Wreszcie, bliska poddaniu się i odwołaniu sesji (bo przecież miejsce też jest ważne…) pomyślałam “Ach, co tam… może postawimy na najprostsze rozwiązanie – przyrodę”. I tak właśnie wpadłam na pomysł Lasu Aniołowskiego i sesji “Into the Woods”. Moją modelką była Kasia. Kasia jest – i zawsze była, bo poznałam ją parę ładnych lat temu, co zobaczycie na końcu tego posta… 😀 – bardzo przebojową dziewczyną.

Zaczęłyśmy od szybkiego makijażu. Niezbyt mocny, kobiecy, podkreślający to co najważniejsze w urodzie Kasi. backstage

 

I jak tylko makijaż skończyłam zadowolona z siebie (i z efektu) ) rozpadał się nam deszcz. Ciepły, letni deszcz. Ale jednak deszcz.
Szybko schowałam swoje Canony – bo przecież nie mogą zmoknąć – i schowaliśmy się w samochodzie. Piszę, że schowaliśmy się, bo był z nami mój brat, odpowiedzialny tego dnia za blendę. (Mój prywatny blender rządzi )Na szczęście deszcz tylko chciał nas trochę postraszyć i zmotywować do szybkiego działania.Kasia chciała pochwalić się swoją ciężko wypracowaną figurą i nowym kolorem włosów. Pracowało nam się świetnie. Uwielbiam kiedy modelka czuje się przed obiektywem komfortowo, ale również słucha i wciela w życie moje pomysły.

Efekt? Oceńcie sami – ja jestem zadowolona z tajemniczości sesji. Kobiecej i dziewczęcej wersji Kasi.

14a-2

7a

6b

8WEB

5a

16

 

Ale nie była to moja pierwsza sesja z Kasią. Po raz pierwszy spotkałyśmy się gdzieś w okolicach roku 2010. Była to chyba moja pierwsza sesja zdjęciowa! 🙂   9
  11

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *