July 2nd, 2009
Słyszę często, że Jackson sam zafundował sobie śmierć. To prawda, po części. Ale przede wszystkim, z mojego zupełnie subiektywnego punktu widzenia, śmierć zafundowali mu ludzie go otaczający, którzy nie byli wstanie zapewnić mu wystarczającego wsparcia. Sława, niewyobrażalnie ogromna niesie za sobą niewyobrażalne problemy, presję i stres. Od 5 roku życia występował, odebrane mu zostało dzieciństwo, więc nawet nie zasmakował normalnego życia. Jak więc mógł sam poradzić sobie z tym wszystkim, jeśli nie wiedział do czego ma dążyć? Jak powinno wyglądać jego życie? Niestety, teraz nic już się nie zmieni. Nie przypomni po raz ostatni, że oprócz problemów, ekscentryzmu, w jego życiu była muzyka. Muzyka, która nie była “medialną papką”, ale czymś więcej. “Heal the world, make it a better place, for you and for me and the entire human race”
Kiedy patrzyłam kilka miesięcy temu na liczne zdjęcia, w jego oczach widziałam, że to dobry człowiek. I takiego go zapamiętam, o takim Michaelu będę opowiadać swoim dzieciom.
Posted in Life | 1 Comment »
April 30th, 2009
To tak zadziwiające, że człowiek umie zgubić się na drogach które własnoręcznie budował. Znał każdy ich centymetr kwadratowy, a jednak w pewnym momencie rozejrzał się i nie wiedział gdzie jest. Gdzie jest jego cel, jego miejsce, jego osobowość. Tylko szary asfalt, tłum pędzących istot bez wyrazu, bez Życia. I on między nimi, taki sam, w ten sam sposób zagubiony, przytwierdzony do ograniczeń. A przecież to miała być Jego Droga. Jego Życie. Jego Szczęście. Zgubił się.
Jednego tylko chce, jednego pragnie. Zacząć od nowa.
Nie ma jednak siły, ale może przyjdzie ona z czasem.
Tylko co z ludźmi których zabrał ze sobą?
Co ze złożonymi obietnicami?
Posted in Life | No Comments »
November 25th, 2008
Śnieg nieśmiało przykrywa zmarzniętą trawę. Zwykle tak się tym cieszyłam,a teraz nawet tego nie zauważam. Żyję w innym świecie, dalekim od prawdziwej rzeczywistości. Wierzę nawinie, że nawet te najbardziej absurdalne marzenia wreszcie się spełnią. A tak naprawdę nie robię nic, żeby spełniły się nawet te najbardziej przyziemne, te na wyciągnięcie ręki.
Nie korzystam z tego co daje mi życie, nie. Czekam na swoją bajkę i księcia w granatowym t-shircie, który jeździ równie granatowym audi. Albo we fraku i drogich lakierkach, też może być.
Ale nie jest źle, co to to nie. Uwierzyłam, naprawdę uwierzyłam, że może rzeczywiście gdzieś we mnie siedzi ten talent, który kiedyś pomoże mi wznieść się na wyżyny. Może nawet znajdę w sobie niedługo odrobinę siły i determinacji, żeby go wyciągnąć. Może uda mi się spełnić kilka marzeń, może będę na tyle silna. Może nawet poczuję się szczęśliwa, tak naprawdę, tak, że łzy zakręcą mi się w oku.
Zbliżają się święta, czyż nie?
A kto wie, czy za rogiem nie stoi Anioł z Bogiem?
A kto wie, czy za następnym zakrętem nie czeka spełnienie marzeń?
Może się uda.
Posted in Life | No Comments »
November 17th, 2008

22 Listopada 2008, godz. 18.00 Klub Politechnik.
Posted in Life | No Comments »
October 23rd, 2008
Nessun dorma! Nessun dorma!
Tu pure, o Principessa,
nella tua fredda stanza
guardi le stelle
che tremano d’amore e di speranza…
Ma il mio mistero è chiuso in me,
il nome mio nessun saprà!
No, no, sulla tua bocca lo dirò,
quando la luce splenderà!
Ed il mio bacio scioglierà il silenzio
che ti fa mia.
Czas płynie, czasem zbyt wolno, czasem zbyt szybko. A ja żyję. Od punktu, do punktu. Czasami z uśmiechem, czasami ze łzami, ukrytymi głęboko pod znudzonymi powiekami. Oczekuję, staram się, odrzucam to co niepotrzebne. Wsłuchuje się w kojące brzmienie fortepianu i smyczków.
I Jego głos, oczywiście.
Trudno mówić, w moim rozchwianym wciąż wieku, o życiowych ścieżkach, ale wszystko wskazuje na to, że ostateczną decyzję już podjęłam. Angażując się całą sobą w CCC, starając się nieudolnie pomagać w każdej dziedzinie, a także przeglądając strony rozmaitych Akademii Muzycznych, coraz bardziej jestem pewna, że to chyba tylko da mi w przyszłości szczęście. Zobaczymy.
…Chociaż naprawdę chciałabym przeskoczyć liceum. Nie wiem dlaczego. Ludzie są wspaniali, na nauczycieli narzekać nie mogę, na atmosferę też nie. Ale chce iść dalej, przestać już interesować się podpowłokami atomowymi czy wiązaniami adenozynotrifosforanowymi, chcę już robić coś mojego. Tymczasem jednak pozostaje mi tylko wstępować na szkolnych akademiach. Cóż, trzeba przeżyć co się ma do przeżycia, bo życie i tak jest krótkie.
Posted in Life | No Comments »
August 26th, 2008
Spotkał ją jednej z tych gwieździstych nocy, kiedy marzenia zdają się spełniać w każdym pojedynczym uśmiechu przypadkowych ludzi. Siedziała na ławce, tak po prostu, pośród zimnego, jesiennego wiatru, smutna i przygnębiona, wyschnięta jak zszarzałe liście. Szukała swojej gwiazdy, uparcie jej wypatrywała, lecz ona już chyba dawno zgasła. …A może nie?
Pomógł jej. Pożyczył jej swoje skrzydła. Bezterminowo. Właściwie to oddał. Już na zawsze. Cierpliwie uczył ją latać, choć sam spadał coraz niżej. Odleciała do swojego Anioła.
A On? Został na ziemi, rozszarpywany przez cierpienie, z pogłębiającymi się z dnia na dzień ranami. Nie czuł jednak nic oprócz bezgranicznego ciepła, które nosił głęboko w sercu. Ciepło miłości. Bo czy możliwe jest zapomnieć o tym uczuciu? Delikatne słowa dochodzące z jego duszy, szepczące czule sekrety, przedzierające się przez wszechobecne cierpienie miały wartość większą niż jakiekolwiek ziemskie dobro po które mógłby sięgnąć w zamian za oddanie tej Miłości.
Tylko to mu pozostało. Całą resztę stracił. Całe swoje życie. Swoje marzenie o które walczył całymi latami wciąż odbijało się echem w jego głowie. Wiedział, że kiedyś to nastąpi, ale nie spodziewał się tak szybkiego końca. Zbyt szybkiego.
Wciąż był przecież młody. Czasami, siedząc i wpatrując się w niebo myślał z płonną nadzieją, że może zacząć jeszcze raz. Od początku. Jednak coś zawsze strącało go na ziemie, nabijając kolejne bolesne sińce. On już nie miał prawa do szczęścia. Wykorzystał wszystko zbyt szybko, za bardzo zatracił się w czymś nierealnym. Płacił za to teraz wysoką cenę. Snuł się po ziemi, zapomniany i samotny, niczym bezimienna zjawa, szukająca ukojenia.
***
(Fragment jednoczęściówki, 2007)
Posted in Opowiadania | No Comments »
August 13th, 2008
I believe I can fly… I believe i can touch the sky….
Istnieją niewypowiedziane marzenia. Marzenia, o których nasza świadomość nie miała pojęcia, ale były gdzieś w nas, mocno przyczepione, silne. Jakież zdziwienie ogarnia człowieka, kiedy zdaje sobie sprawę z ich istnienia.
A następuje to w momencie ich spełnienia.
Dzika wręcz euforia, nieopisywalna radość, której końca nie widać.
***
Siedzę samotna w świetle trącanego przez wiatr płomyka do połowy wypalonej już,
czerwonej świecy. Lampka wina kołysze się w mojej dłoni, czekając cierpliwie aż uniosę ją
i zanurzę w niej swoje malinowe usta. Nie ma Cię. Obiecałeś patrzeć we mnie,
odnajdywać każdy milimetr duszy, czekać nawet jeśli odejdę.
Obiecałeś zanurzać się w moich włosach każdej nocy, każdego poranka budzić czułym pocałunkiem. Obiecywałeś dni i noce, dęby i czterolistne koniczyny.
Dziękowałam za każde słowo, ślepo wierząc, ślepo idąc ramię w ramię z tobą.
Gdybyś wtedy pchnął nóż w moje serce, bolałoby mniej. Mniej niż teraz,
ze sztyletem na wpół wbitym, z raną przez którą powoli przecieka sponiewierana dusza.
A jednak żyję, egzystuję. Snuję się po tym świecie niczym bezbarwna zjawa,
czekając na Ciebie, na twoje przeprosiny, słowa wyjaśnienia. Wierzę naiwnie,
że jeszcze wrócisz, wyjmiesz ze mnie cały ból, ucałujesz w kark, wyszepczesz po stokroć moje imię.
Szumiący mi w uszach wiatr zaczyna swój szaleńczy taniec gasząc tlący się płomień.
Ciemna samotność całkowicie mnie oplata, kieliszek wypada z dłoni tworząc na stoliku
moją małą drogę mleczną, iskrzącą się w świetle księżyca.
Nie ma cię.
(Fragment jednoczęściówki, 2007.)
Posted in Opowiadania, Life | No Comments »
January 11th, 2008
Chciałam poukładać sobie w głowie kilka rzeczy. Wyszłam na taras. Jak zwykle gdy chcę spokojnie pomyśleć. Spodziewałam się ciemnego, bezgwiezdnego nieba, jaśniejącej na przeciwko latarni, skrzypiącego złowrogo starego płotu sąsiadów i samochodów jeżdżących szybko tuż przed moją bramą. I miałam racje, z wyjątkiem… No właśnie. Powitało mnie milion jaśniejących różnorodnie punkcików na granatowym niebie. Uśmiechnęłam się w duchu, czując jak chłodny, orzeźwiający wiatr wplata mi się we włosy. Odetchnęłam głęboko. Poczułam się taka wolna. Od świata, problemów, wątpliwości. Wpatrywałam się bezmyślnie w gwiazdy oczekując tej jednej, jedynej która mogłaby spełnić moje życzenia. Ocknęłam się, gdy moją uwagę przykuł jaśniejący w oddali Mars, tak różniący się od reszty. Po co mi spadająca gwiazda? Bym uwierzyła, że wszystko będzie dobrze? Ale przecież ona nie zaprowadzi mnie do celu. Nie wybierze najłatwiejszej drogi.
Nie potrzebujemy żadnych spadających gwiazd. Potrzebujemy wiary, która się dzięki nim w nas rodzi. Potrzebujemy jej, bardziej niż nam się wydaje. I musi ona w nas być niezależenie od gwiazd. Teraz jest właśnie nasz czas. Teraz możemy wstać i zrobić duży krok naprzód. Zaczynamy sami decydować o swoim życiu. I tylko od nas zależy, jak będzie ono wyglądać. Musimy tylko w to uwierzyć. I uwierzyć, że dane jest nam wiele. Wolność, przestrzeń, możliwości.
Doceńmy to. Ale nie tylko. Doceńmy każdą zwykłą chwilę, bo po latach właśnie ona może wydać się nam najwspanialszą w naszym życiu.
Ja wierze. I mam wystarczająco dużo siły, by pokazać, że wiara czyni cuda. I nie tylko ja. Każdy z nas. Chcemy przecież by nasze marzenia się spełniły.
I możemy tego dokonać.
To niesamowite jak wiele może w nas zmienić jedna chwila
…. Silbermond - Das Beste.
Posted in Life | 5 Comments »
January 2nd, 2008
Ostatnio, siedząc wieczorem przy oknie, z kubkiem kawy, analizując wydarzenia, które wywróciły mój świat do góry nogami zrozumiałam, jak bardzo zmieniłam się przez doświadczenie jakie zdobyłam. Dotarło do mnie, że dwa lata temu, zachowywałabym się zupełnie inaczej, właśnie ze względu na doświadczenie. To jasne i oczywiste.
Jednak sytuacja w której aktualnie się znajduje i tak mnie przerasta, mimo że jest tak banalna i… prosta?
Możliwe. Oczywiście nie dla mnie. Dlaczego? Ponieważ za bardzo angażuje się we wszystko emocjonalnie, a porażka jest dla mnie wręcz nie do zniesienia. Nie wierze z kolei w możliwość osiągnięcia wyznaczonego sobie celu. I nie potrafię ani się wycofać, ani zrobić pewnego kroku do przodu. Kolejną sprawą jest fakt, że zbyt dużo myślę, analizując każde słowo, gest, zachowanie, spojrzenie. To niesie za sobą kolejne wątpliwości. A wszystko przez doświadczenie, które poniekąd nauczyło mnie trzymać się na dystans dopóki sytuacja nie będzie zupełnie wyklarowana. Może tego nie widać, w momencie, w którym staram się nawiązać z kimś kontakt (jak już zapewne wszyscy się domyślili mówię o różnego rodzaju relacjach międzyludzkich), ale we mnie ten dystans jest. I to jest bardzo duży. Przeszkadza mi, bo nie dosięgam tego, co w normalnej sytuacji miałabym na wyciągnięcie ręki. I chociaż pisze to z wielkim trudem, czasami myślę, ze naprawdę mogłoby mi się udać. Ale w tym momencie do głosu dochodzi lekko przeziębiony zdrowy rozsądek dając mi do zrozumienia, że za dużo sobie wyobrażam. Takie -nic- jak ja, nie ma wręcz prawa o tym myśleć.
Nie wiem co zrobić, nie wiem co myśleć.
I nie jestem zbyt niecierpliwa, chce jedynie zdążyć.
Posted in Life | 2 Comments »
September 29th, 2007
Zmieniamy swój światopogląd, swój charakter, całych siebie. Nawet nie wiemy kiedy.
Ale wreszcie do nas docierają te zmiany, w tak miażdżący sposób. Uderzają nagle i nie wiesz czy ten, nieświadomy, krok był dobry. Czy nie powinieneś się cofnąć. Ale kiedy odwracasz wzrok, widzisz tylko przepaść. Nie masz drogi odwrotu.
Wczoraj wieczorem dostrzegłam to wszystko co się we mnie ostatnio zmieniło. I zrozumiałam ludzi, którzy tych zmian nie akceptują, ale też zrozumiałam w o ile lepszej sytuacji jestem.
Bo czasami warto myśleć też o sobie.
(Bo Ew jest moim kochanym trupem, Wieczorem w alejach “To ta godzina, to już ten czas” chodzimy pomalowane cieniami z M1, częstochowianie się nas boją, a w autobusie pan lat 30 parę gapi się na mnie przez 25 minut Non-stop. )
W ogóle to jest cudownie, bo wszyscy się kochamy
***
“Obudź we mnie swoją Wenus
zobacz serce które drży
Kiedy źle Ci jest beze mnie
głośno powiedz mi
Chce Cię takim, jakim jesteś
Tylko w Tobie widzę sens
Lecz nie chowaj swoich myśli
za horyzont
“


Bo nie ma to ja zabawy o 2 w nocy moją kamerą:)
Posted in Life | 4 Comments »
September 8th, 2007
Zaczęło się. Przyjemnie, bezkonfliktowo, powiedziałabym bajecznie .
Z Kanią doszłyśmy do wniosku, że wszyscy się starają, wszyscy są wobec siebie fair.
Nareszcie!
Patrząc za okno, można stwierdzić, ze pogoda nareszcie się poprawia, a to zwiastuje prawdopodobnie jakieś fajne ognisko. A, jeszcze a propos pogody - ten deszcz, wiatr i wszechobecne, przeszywające zimno wywołało u mnie tak zwane przeziębienie, lub jak kto woli cholernie-złe-samopoczucie-aaapisk. 
Jesienna huśtawka nastrojów jest, ale przyćmiona ogólnym szczęściem i radością. Przyjmijmy wersję, że wcale nie wiem skąd ta radość się bierze. Praktycznie rzecz biorąc nie mam przecież ku niej powodów… Ale któż zrozumie psychikę kobiety?
Tak więc życzę wszystkim wytrwałości w postanowieniach, szczęścia, powodzenia, a mojemu rocznikowi pomyślnie zdanych egzaminów.
‘Cause Heaven is a place on Earth
Posted in Life | 1 Comment »
August 15th, 2007
Są chwile w życiu człowieka, które zmieniają go i jego podejście do życia. Zbieg okoliczności, sploty następujących po sobie przypadków - lub, jeżeli wierzyć w „przeznaczenie” naturalne losy każdego człowieka, sytuacje z góry zaplanowane, mające znamienny wpływ na osobowość.
Taką sytuacją może być spotkanie człowieka, przeczytanie jednego zdania, rozmowa czy też zwykły spacer, podczas którego nasze myśli sprowadzają nas na pewną ścieżkę, którą postanawiamy iść do końca życia. To również może być obejrzenie filmu czy przeczytanie książki.
Są wciąż wakacje, a ja dzięki odizolowaniu od pewnego światka, społeczności, mogłam spojrzeć na wszystko, co robiłam, jak się zachowywałam z dystansem. Mogłam poznać nowych ludzi, ludzi, którzy w niczym nie przypominają tych, których wcześniej poznawałam. Miałam czas na to „filozoficzne dumanie” przyglądając się gwiazdom czy też zachodowi słońca. W ciągu ostatnich kilku dni zmieniłam się i zrozumiałam więcej niż przez ostatnie 2 lata.
Zrozumiałam, że oddycham. Oddychając mogę żyć. Żyjąc mogę iść na przód. Otwiera się przede mną cały wachlarz możliwości. Mogę kochać, pracować, śmiać się. Mogę walczyć o siebie, swój charakter, mogę szukać życiowej ścieżki, dążyć do celów, po czym tworzyć kolejne i kolejne. Każdy dzień przynosi coś nowego, ale tylko dlatego, że oddycham. Nie doceniamy tego jak wiele nam to daje. Na dodatek jesteśmy tak uprzywilejowani, że mamy siłę w rękach, otwarty umysł, inteligencję. Dlaczego więc tego nie wykorzystujemy?
Ponieważ mamy jeszcze czas?
Bzdura. Mnie - piętnastolatce - nie wypada mówić o upływającym, przeciekającym przez palce czasie, jednak mimo to odważę się na kilka spostrzeżeń i sugestii.
Od lat już zauważam jak czas płynie. A płynie szybko, zdawałoby się zdecydowanie szybciej niż kiedyś. Nawet się nie obejrzymy, a usiądziemy w fotelu na pierwszym dniu emerytury. Przesadzam? Chyba nie.
Każda sekunda naszego życia mija nieubłaganie, a my pozwalamy przeminąć jej bez echa. Mam tutaj na myśli zwykłe lenistwo, które często burzy nam wszelakie plany.
Kiedyś usłyszałam „Masz czas. Ciesz się dniem dzisiejszym, a nie myśl o przyszłości.”
Wtedy zaczęłam zaprzeczać, kłócić się, że muszę myśleć o przyszłości.
Dziś jedynie miałabym wątpliwości tylko do pierwszej części wypowiedzi. Czas miałam, ale z moim dotychczasowym podejściem de facto tego czasu nie miałam Ja tylko świat ogółem. Ten czas nie był Moim czasem. Nie wykorzystałam go tak jak Ja powinnam.
”…a nie myśl o przyszłości”. Nie możemy tylko o niej myśleć. Musimy ją tworzyć. A wysiłek się opłaci - wierze w to. Pytanie tylko czy mamy w sobie tyle siły, żeby stworzyć to, o czym marzymy, tyle siły, aby zmierzyć się z każdą przeciwnością losu nie zapominając, że wciąż oddychamy.
Posted in Life | 4 Comments »
August 4th, 2007
Siedziałam na balkonie obserwując jak niebo zapełnia się powoli mieniącymi się srebrzyście gwiazdami. Słuchałam swoich ulubionych, romantycznych piosenek, rozmyślając o sobie, swoim życiu, przyszłości, przeszłości. Wpatrując się w coraz bardziej gwieździste niebo zobaczyłam prawdziwą, najprawdziwszą spadającą gwiazdę. Pomyślałam życzenie uśmiechając się szeroko.
Są piosenki, które nigdy nam się nie nudzą. Piosenki, które mają w sobie coś co działa na nas motywująco czy pocieszająco.
Słuchając Keep holding on Avril Lavigne zobaczyłam na niebie samolot. Małe iskierki, które mają swój cel. Małe migające iskierki, które tak naprawdę mają w sobie ludzi. Śpiących, rozmawiających czy też oglądających filmy na małych ekranikach przed sobą. Obserwowałam go zastanawiając się gdzie leci, jacy są jego pasażerowie, kiedy nagle…
Rzeczy, których się nie spodziewamy wywierają na nas największe wrażenie,sprawiając wielką radość lub też wielkie cierpienie
…nad lasem, niebo zaczęło rozbłyskiwać tysiącem kolorów. Fajerwerki. Piękne, kolorowe fajerwerki. Coś radosnego, szczęśliwego. Uśmiechnęłam się szeroko przyglądając się im uważnie, zapamiętując każdy kolor, każdy kształt. Uniosłam na chwile wzrok i znowu ją zobaczyłam. Kolejną, cudowną spadającą gwiazdę. Świecący ślad, który pozostawia po sobie spalający się meteoroid. Niesamowite. Pomyślałam życzenie, oczywiście, że tak. Pomyślałam je z ogromnym uśmiechem na twarzy i ze łzą kręcącą się w oku. Ckliwa romantyczka, bujająca w obłokach.
A nawet w gwiazdach.
We are such stuff as dreams are made on.
Posted in Life | 5 Comments »
July 31st, 2007
Jak cudownie jest spędzić cały dzień dokładnie tak jak się chce.
Wziąć długi prysznic, bez pośpiechu wsiąść w autobus słuchając ulubionych piosenek, połazić po Alejach, kupić sobie kolczyki, aż wreszcie dotrzeć do kina by usiąść w Cafe Nescafe z kubkiem pysznej Latte macchiato. Nie było mi głupio, że jestem sama. Chciałam wkońcu być sama. Tak więc, jak wypiłam już tą pyszną Latte poszłam na sale. Obejrzałam wreszcie Piratów z Karaibów 
Skończyli się wcześniej niż się tego spodziewałam, wiec zostało mi trochę czasu, żeby iść do McDonalda na Małą sałatkę. A później wróciłam do kina na kolejną Latte w oczekiwaniu na brata. A kiedy ten już przedarł się przez tłum (jak na to kino) widzów poszliśmy na salę, żeby zobaczyć Harrego. A propos filmu - świetny, mimo, że w wielu miejscach niezgodny z książką. No i mógłby być odribine dłuższy - nie obraziłabym się.
No i nie obraziłabym się również gdyby niewychowane dziewczynki siędzące za nami zamkneły się chociaż raz podczas tego filmu.

A na Pottera chce jeszcze raz!
I miałam napad śmiechu, gdy Stworek rzucił “Harry Potter - brzydal”
Posted in Life | 1 Comment »
July 22nd, 2007
Przy radosnych rytmach “Everything” Michaela Buble, “Tell her” czy “We can go anywhere” Jessy’ego McCartneya poraz kolejny wyruszam w podróż do Klimka. Znowu po 4 dniach będę totalnie zmęczona . Do tego stopnia iż gdy po powrocie do domu przestane intensywnie ćwiczyć umrę z bólu dokładnie tak samo jak za ostatnim razem.
Ale od czego są wakacje?
No napewno nie po to, żeby chodzić na pogrzeby. Ale ja zawsze byłam inna…
[*]
Napisałabym coś. Może, że żałuję, że chciałabym cofnąć czas i inaczej go wykorzystać. Postarać się. Może, że powstrzymywałam łzy, bo przecież mi nie wolno, nie chcę. A może, że tak naprawdę to dotknęło mnie to, nie ze względu na Jej śmierć, ale na Śmierć jako taką, która po raz pierwszy był tak blisko mnie, ściskając za serce.
Ale zostawmy to za sobą. Rozdział zamknięty, wnioski wyciągnięte.
Tak więc żegnam was wyruszając na podbój morza. Tak wiem, dosyć małego. Malutkiego. Tyciego.
No ok, jadę w góry i będe miała tam jedynie basen. Ale za to jaki 
So See You :*
***
Prawdziwie piracki cytat wprost z mojego domu.
“-Zapłać za nią!
- Zapłaciłem.
- Tak?
- Osobiście ją ukradłem.”
Proszę nie wyciągać pochopnych wniosków, bo tak naprawdę nic nie jest takie na jakie wygląda.
Posted in Life | No Comments »